Polskie snacki kontra amerykańskie dzieciaki

Przyznaję, że całkiem fajne reakcje mają na nasze legendarne smaki. Jednak najbardziej zaskoczyła mnie pewna wypowiedź (chociaż sama się dziwię, że się dziwię). Jeden z najbardziej słodkich polskich słodyczy dla amerykańskiego nastolatka był… za mało słodki! Smutna to niestety prawda, bo amerykańskie słodkości przeważnie są tak słodkie, że nas z kolei aż wykręca. I mówię to ja, oddany czekoladożerca! Na szczęście najlepsze polskie produkty można znaleźć w Ameryce. A ja w takich momentach jestem wdzięczna za globalizację… Zmartwiło mnie tylko, że nie dali im Ptasiego Mleczka, ale to może lepiej, bo więcej zostanie w sklepach dla mnie 🙂 W osobnym poście napiszę, jakie bywają tu polskie słodycze i gdzie ich szukać.

Smacznego oglądania!

 

Welcome

Mój przyjazd do Stanów Zjednoczonych był od razu skokiem na głęboką wodę. Nigdy wcześniej ani tu nie byłam, ani nie myślałam, że kiedykolwiek będę tu mieszkać. Zmieniło się to pod koniec kwietnia 2014 roku, gdy przeprowadziłam się do Doliny Krzemowej. Powód naszego przyjazdu był taki, jak większości obecnych emigrantów, czyli praca. Ba! Dodam nawet „praca mojego męża”, bo to jest określenie najczęściej tu używane.

Początek nie był łatwy, bo USA, które znamy z filmów i seriali, a prawdziwe USA, to poniekąd dwa różne światy. Ja i tak miałam szczęście, bo dzięki Facebookowi i poznanej tam jeszcze przed wyjazdem Polce, miałam stosunkowo łatwe lądowanie. Dzięki Dorocie powoli odnajdowałam się w nowej rzeczywistości. Uczyłam się robić zakupy, poruszać się po Bay Area i przyzwyczajać się do funkcjonowania w nowym świecie.

Dzisiaj uważam, że najcenniejszą rzeczą, jaką w tamtym czasie zrobiła dla mnie Dorota, było wprowadzenie mnie w towarzystwo polskich mam, które były w takiej samej sytuacji jak ja. Ich wsparcie, wiedza i wyluzowanie było dla mnie niesamowitą pomocą w poukładaniu sobie na nowo życia. Dodam, że przyjechałam tu z czteromiesięcznym dzieckiem, więc nie dość, że odnajdowałam się w nowym kraju, to i jeszcze w nowej roli.

W Polsce mój mąż pracował w oddziale amerykańskiej firmy i tam po paru latach dostał propozycję poprowadzenia amerykańskiego zespołu, a co za tym idzie przeniesienia się do USA. Po mniej więcej roku w nasze ślady poszła kolejna para (oczywiście też z małym dzieckiem). Z Martą i Arturem znaliśmy się już wcześniej, dlatego postanowiłam przygotować im „miękkie lądowanie” i tym samym puścić w świat łańcuszek pomocy, który wcześniej zapoczątkowała Dorota. Po jakimś czasie Marta zapytała, jak może się odwdzięczyć, więc usłyszała, że ma zrobić to samo dla kolejnej dziewczyny, którą napotka na swojej drodze. Oczywiście już wywiązała się z tej obietnicy.

Ostatnio poznałam kolejną rodzinę, która przyjechała do Kalifornii parę miesięcy temu i stąd zrodził się w mojej głowie pomysł, żeby przy okazji wprowadzania ich w tutejsze realia, zacząć pisać bloga. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej osób będzie miało łatwiejszy początek w Dolinie Krzemowej.

 

WordPress.com.

Up ↑